Coraz częstszą formą reklamy jest produkt placement. Jest to tak zwane lokowanie produktu, czyli umiejscowienie go w mediach tak, aby nie wprost zwracał uwagę widza. Ładnie i brzmi i cel jest prawidłowy, jednak coraz częściej produkty placement zaśmiecają rynek medialny i to co proponuje on widzom.
Tego rodzaju reklamy można używać w wielu miejscach. Od filmów i seriali, poprzez książki, przedstawiania, gry komputerowe. Jak to wygląda w praktyce? Na przykład w jednym z seriali, który ma milionową oglądalność umieszcza się scenę, podczas której główni bohaterzy częstują się ciastkami danej firmy. Niby niuans, ale sposób podawania ich przez bohaterów i odwracania nazwy marki w stronę kamery jest tak nachalny, że nie da się tego nie zauważyć. Wiem, że aktorzy po prostu wykonują swoją pracę i nie mają wyjścia, ale producenci filmów i seriali mogliby zadbać o to, żeby było to ukazywane w odrobinę bardziej subtelny sposób, a wtedy być może naprawdę spełni swoją funkcję.
Ostatnio pojawiły się zmiany w tej kwestii i oprócz ukazania produktu, na ekranie pojawia się duża informacja, że dany film czy serial zawiera lokowanie produktu. Szczyt subtelności i gracji. Teraz nie dość, że widz obsypywany jest ciastkami, papierosami, telefonami, samochodami i czym tam jeszcze danych firm, to każdą taką scenę uprzedza napis informujący, że za chwilę coś takiego się pojawi.
Niby jest to zgodne z prawem, niby uświadamia odbiorcę, ale mimo wszystko jest to jakoś pozbawione smaku. Chodzi jedynie o to, aby twórcy danej produkcji uzyskali pieniądze, a producenci na przykład czekolady reklamę w czasie największej oglądalności.
Wszystko jak zawsze kosztem widzów, ich czasu i nerwów. Minęły już czasy, gdy ulubionego serialu nie przerywały reklamy i nie zajmowały jednej trzeciej czasu antenowego, poświęconego na daną pozycję. I raczej już nie powrócą, a reklamy na stałe zdominują kino, telewizję i inne środki masowego przekazu.